Wiele słów można rozumieć jednocześnie na dwóch poziomach: na poziomie materialistycznym i na tzw. metapoziomie. Na przykład "droga" - słowo, które ostatnio na dobre zagościło w moim życiu, a to z tej prostej przyczyny, że w moim najbliższym sąsiedztwie budowane są dwie drogi. Wiąże się z tym masa kłopotów większych i mniejszych, poczynając od faktu, że od ponad pół roku mieszkam na placu budowy, a kończąc na dokumentach w sprawie tzw. służebności przesyłu. A zatem przez ostatnich kilka miesięcy odmieniam słowo droga przez wszystkie możliwe przypadki: "rozkopali nam drogę, zepsuli nam drogę, oczekujemy naprawy nawierzchni drogi, jesteśmy właścicielami mediów w drodze, sprawa sądowa w sprawie służebności drogi, odwodnienie drogi, zebranie Społecznego Komitetu Mieszkańców w sprawie drogi, ...... "
Wątek metafizyczny jest nie mniej interesujący. Sami popatrzcie:
- "Jaka jest moja droga życiowa? Dokąd prowadzi mnie ta droga? Czy ten wybór należy do mojej drogi? Czego mam się nauczyć na mojej drodze? Jakie doświadczenia mam zebrać idąc moją drogą? Jaką drogą mam podążać? Którędy mam pójść? Jak mam zbudować własną drogę rozwoju?"
I tak doszliśmy do punktu kulminacyjnego, który łączy oba wątki tj. materialistyczny i metafizyczny. Jest to proste pytanie: "Jaki pożytek mam z drogi?"
Moja odpowiedź brzmi: "Jeśli mam drogę, to wiem skąd dokąd idę. Wiem, gdzie zaczynam podróż i wiem, gdzie ją skończę. Na końcu drogi jest cel. Zatem droga prowadzi do celu. Po to właśnie jest mi potrzebna droga. Żeby osiągnąć cel. Chociaż coraz częściej przekonuję się, że mimo wszystko droga ważniejsza jest niż cel. Metadroga".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz